czwartek, 31 października 2013

to, co?

Działać, iść na przód, nie bać się, podejmować decyzje te najbardziej popieprzone i próbować. Nie bać się, słyszysz?
 To co się jeszcze nie wydarzyło, można zmienić.









niedziela, 27 października 2013

Bruxelles

Halo?
Jak tam co tam, co tam jak tam u was?
Z górki czy pod górkę?

 Kochani, zachęcam was do obejrzenia zdjęć z mojego krótkiego wypadu z Brukseli. Wekendowa wycieczka, trochę krótka, ale bardzo intensywna. Piękne miasto, zachwyczająca architektura, cudowny klimat, w łatwy sposób można przemieszczać się na piechotkę zwiedzając okoliczne zabytki. Polecam właśnie pieszo, gdyż stare miasto spokojnie można zwiedzić na nogach zupełnie się nie męcząc. Znalazłam b. tanie bilety lotnicze, więc to był główny bodzieć by tu przyjechać i spotkać się ze starymi znajomymi, właśnie w tym miejscu, gdyż było nam wszytkim najbliżej do Brukseli. Docierając na miejsce o 1 w nocy, nie miałam zarezerwowanego wcześniej hostelu ponieważ jak zwykle miałam jakieś trudności z kartą płatniczą. Myślałam, że przekimamy na dworcu, bo nie będzie tak łatwo ze znalezieniem taniego hostelu, ale ku memu zdziwieniu znaleźlismy b. tani i wygodny  hostel, nawet spoko warunki, co tu dużo gadać, jak to w hostelu: byleby było, gdzie spać. Muszę przyznać, że bardzo smakowały mi ich słynne frytki, po które staliśmy w kolejce około 40 minut, ale warto było, smak ziemniaka pycha, połączony z delikatnym sosem serowo-pomidorowym, niby nic szczególnego bo frytkę, każdy zna, ale to nie to samo co dotychczas jadłam. Całą sobotę przeznaczyliśmy na zwiedzanie a wieczorem, był czas na pogaduchy, oj, nie starczyło czasu by wszystko przegadać i omówić, ale cieszę się, ze choć na chwilę mogliśmy wymienić się pozytywną energią.





Nabyłam wreszcie  martensy i  cieszę się jak jakiś dzieciuch, no może nie na tym zdjęciu, ale w rzeczywistości tak jest. 



Manneken Pis, symbol Brukseli








wtorek, 22 października 2013

po prostu koci świat

O kotach...
Moje dwa, wspaniałe, terapeutyczne koty wyciągają ze mnie problemy jak żaden psycholog. Dwa kochane sierściuchy (o mały włos byłby trzeci, ale na szczęscie, osoba która chciała  pozbyć się swojego kota, opamietała się)  myślałam sobie, jak my się wszyscy pomieścimy na tak małym mieszkaniu? Pewnie dalibyśmy radę, ale z drugiej strony, nie ma sensu się męczyć, koty również potrzebują cennej przestrzeni. Mam niesamowitego, wspaniałego kocura Iwan-a , który lubi podróżować, przemieszczać się z jednego miejsca do miejsca. Podróż w aucie już, nie sprawia mu takiego kłopotu jak dawniej, ale uwierzcie mi, początki nie były łatwe, wydzierał się w niebogłosy, jakby go ze skóry obdzierali.  Podczas jazdy Iwan-owski często zasypia na tylnym siedzeniu z nadmiaru wrażeń, nie miauczy, trochę sie kręci, ale po krótkiej chwili uspokaja się, zdążył się już przyzwyczaić. Kot Iwan ma coś trochę z psa, gdyż wychowywał się z labradorem, niestety nie ma go już z nami, musieliśmy go uspić, bardzo ciężko chorował.. Zostały po nim pewne zachowania u Iwana, jak aportowanie, wyczekiwanie na powrót pana...Ona zaś, kafKa, to zupełne przeciwieństwo-domatorka spokojnego życia, z reguły zostaje w domu, nie zabieramy jej, gdy wyruszamy gdzieś się poszwędać.  W aucie, na spacerze, ciągle przeraźliwie miauczy, podróże zdecydowanie są nie dla niej, tak więc chce czy nie chce, sama zostaje w domu. 
A teraz zagadka: który to Iwan a która KafKa?