poniedziałek, 30 grudnia 2013

weź i przerób, coś...



Ulubiony worek z materiału, już miał lecieć do śmietnika, aż tu nagle znalazłam starą poszewkę z ciekawym wzorkiem...obcięłam,  odmierzyłam prostokąt i przyszyłam, ot co, cała filozofia. Pewnie pochodzę sobie jeszcze z moim nowym przerobionym workiem, bo jakoś nie mogę nic znaleźć dla siebie. Ciągle tylko widzę eleganckie torebki...


Wszystkim życzę wspaniałej, szampańskiej zabawy do białego rana. 
Bawmy się i cieszmy życiem:)









Takie prezenciki na święta moim kotom ufilcowałam:








niedziela, 15 grudnia 2013

wege

Dlaczego, nie jem mięsa? ...

Ano, z prostej przyczyny: nie smakuje mi. Od wielu lat pragnęłam być wegetarianką, ale za małolata nie było to, takie proste. Człowiek musiał jeść to co było, to co mu kazano. W zasadzie to od czasów, kiedy poszłam na swoje, kiedy przestali mnie karmić żywiciele, sama świadomie dokonuje wyboru co chcę jeść. Decydując się na bezmięsną dietę, wybieram produkty zdrowe z ekologicznych upraw, przynajmniej staram się, wszystko zależy od gotówki w danym miesiącu. Przestałam również, jeść tzw. zapychacze, instant, chemię, która nie ma nic wspólnego ze zdrowiem, smakiem i aromatem potrawy, tylko czuć ten przedziwny, pikantny smak a potem ciągła zgaga. Nie jem mięsa od paru lat i  bardzo dobrze się z tym czuję.

Moim głównym powodem niejedzenia mięsa jest: nieprzyczynianie się do zabiajnia zwierząt do ich cierpienia. Myślę, że sama świadomość okrucieństwa i znęcania się nad zwierzętami, aby zaspokoić swoją przyjemność smakową na 5 minut, to pogląd, który nie pozwala mi przełknąć, chociażby jeden kęs mięsa. Nie chcę w tym uczestniczyć. Nie chcę nikogo przekonywać do niejedzenia mięsa, to sprawa indywidualna, każdej osoby. Chciałabym tylko, by była większa świadomość ludzi o wegetarianizmie i może większa dostępność informacji na ten temat. 


Uwielbiam zieloną kuchnię i  odkrywanie jej nowych smaków. Wymyślanie i  poszukiwanie nowych przepisów to ciekawa forma na rozwijanie swoich pasji, mam to szczęście, że mój partner, również jest wegetarianinem, także spędzamy razem, mnóstwo czasu w kuchni, smakując, ucząc się i świetnie się bawiąc.  Mam niezmierną radość i przyjemność z przygotowywania potraw wege dla innych. Mile są zaskoczeni ci moi goście, właśnie smakiem potraw wegetariańskich, dokładnie to widać po ich minach. Są też bardzo zdziwieni, że soja i tofu, może smakować tak samo smacznie jak mięso, to taki zamiennik dla glonojadów.
Fajne jest to, że zatwardziali mięsożercy powoli zmieniają zdanie co do konsumpcji mięsa. 
Kto, wie?
 Może, kiedyś w najbliższej przyszłośći przestaną jeść mięso, a może to ja z powrotem powrócę do dawnej kuchni.  Wszystko się zmienia i nie ma nic na siłę. 

A wy kochani?




Polecam na wzmocnienie:  herbatkę z suszonego melona lub ze świeżego imbiru z dodatkiem cytryny i miodu to dawka energii na cały dzień. 











poniedziałek, 9 grudnia 2013

historia pewnej fryzjerki

 Moje doświadczenia związane z fryzjerstwem są raczej nieciekawe. Zazwyczaj po ścięciu włosów, nie byłam zadowolona, ciągle coś było nie tak.  Przez długi czas, radziłam się i oddawałam w ręce doświadczonych  z nadzieją, że ktoś w końcu zrozumie moje koncepcje fryzjersko ideologiczne, lecz często efekt był niezadowalający.  Nie mam za to, do nikogo pretensji, bo pewnie to była moja wina i z pewnością to, ja nie umiałam okreslić się, czego właściwie chcę i oczekuję. Dodam, że chadzałam do fryzjerek z wyrobioną renomą, dopóki nie trafiłam na Marinę z przyczyn finansowych,  ktoś ze znajomych polecił.

Pani Marina jest rosjanką i mówi wyłącznie w języku ojczystym. Niestety, ja ni w ząb nie mówię po rosysjku, no może znam 3 słowa: gałubczik, zdrastwujcie i spasiba a moja pierwsza wizyta u Mariny polegała na wytłumaczeniu rękami, gestykulując, co właściwie bym chciała. Nie byłam do końca przekonana, czy mnie zrozumiała, no bo jak? Myślałam sobie, że to dopiero będzie katastroficzne cięcie, ale ku memu zdziwieniu efekt był zadziwiający. Tak naprawdę szczerze, to po raz pierwszy byłam zadowolona z fryzjerki.
Nareszcie ktoś obciął mnie tak, jak sobie to wyobrażałam.

No i powiedzcie mi, tyle co ja się w moim życiu nagadałam,  natłumaczyłam jak krowie na granicy o co mi chodzi...A tu proszę, taka skromna, przemiła Marina. Co prawda obcina starym sposobem fryzjesrkim, trochę ciągnie za włosy i nie szkoli się u sławnych fryzjerów, ani też nie widać dyplomów na ścianach, tnie tak, jak się nauczyła 20 lat temu i to z jakim efektem?
I nie wiem czy we fryzjerstwie naprawdę chodzi o ustawiczne doszkalanie się, promowanie czy też, o wyczucie estetyczne i intuicje.
Może Wy, macie jakieś ciekawe spostrzeżenia?

Wiem, że niektórym osobom nie podoba się mój fryz bo często słyszę...ej, co ty się sama obcięłaś?
No, to ja: No, skąd wiedziałaś?
Sobie myślę, podłość ludzka nie ma granic.
Powiem krótko: zwisa mi to.