sobota, 22 marca 2014

Nie szukam dziury w całym


Po dłuższych poszukiwaniach w końcu znalazłam dla siebie spodnie boyfriendy, takie które nie są stylizowane na vintage i wcale nie przypominają ścioranych spodni. 
Wszystkie, które mi się podobały były ze specjalnymi wystrzępionymi dziurami, że niby takie przetarte  i naznaczone czasem.  Jasne, prezentowały się na manekinach dobrze, ale nie zdecydowałam się głównie z tego powodu, że gdy kupuję spodnie i wydaję nie małą sumę to chcę, aby towar był bez skazy, nie wybrakowany, no chyba, że spodnie są z taniucha... to wtedy nie zastanawiam się skąd ta dziura, wiadomo chodzi o kasę. 

Do dziur na spodniach docieram sama, przemierzam w nich świat wzdłuż i w szerz, dopóki nie rozejdą się na tyłku a moje kolana nie będą świecić w nocy jak latarnia. 
To czas tworzy dziury i przetarcia  i tak naprawdę nie są to tylko zwyczajne dziury, ale takie sentymentalno-przygodowe,  które przypominają mi pewne zdarzenia z życia. Naturalne i autentyczne dziury to ja lubię, tak jak na mojej katanie z dżinsu, którą prezentuję na zdjęciu.  Kurtka ta, ma około 15 lat, kawał historii i kupę wspomnień z nią związanych. Tego nie kupisz w żadnym sklepie. 

Jeszcze jedno słówko:
Krój spodni,  typowo chłopięcy bardzo spłaszcza tyłek, w zasadzie w żaden sposób nie podkreśla kształtów kobiecych. Spodnie te skracają również nogi, ale komfort chodzenia- gwarantowany. 














Pierwsze podejście do obiadu z tempeh (sfermentowany produkt z nasion soi) moim zdaniem doskonały.
http://www.kuchnia-kuchnia.pl/pl15/teksty1001/tempeh_lepsze_zdrowe_jedzenie



Muzycznie przygrywa nam wspaniały Peter Gabriel


poniedziałek, 17 marca 2014

Paryż? jeszcze tu wrócę

Wykorzystując mój 3 tygodniowy urlop zdrowotny, wpadłam na pomysł, że można by było pojechać na kilka dni do Paryża...a co tam, że z kulawą nogą, że boli...ważne, że mogłam wykorzystać ten czas z pożytkiem na to, co najbardziej lubię: czyli zwiedzać, ruszać się, nie spać. Zmusiłam prawie siłą mojego pana do tego wyjazdu, ale koniec końców udało się. Zarezerwowałam bilety na samolot i siup, polecielimy do stolycy.
Wycieczka trwała tylko 4 dni, ale nałożyliśmy sobie dosyć intensywne tempo, żeby jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć, choć z moją kuśtykającą nogą nie było łatwo się przemieszczać.

Paryż mnie zauroczył i uwiódł swym pięknem, choć przez wiele lat,  szerokim łukiem omijałam to miasto z uwagi na wielką renomę i to, że jest tak bardzo popularne wśród turystów.
Muszę przyznać, że się cholernie myliłam,  nie spodziewałam się, że zrobi na mnie tak duże wrażenie. Jest tyle do zwiedzenia i obejrzenia w tym mieście, nie sposób zwiedzić wszystkiego w tak krótkim czasie. Samo szwędanie się po mieście przynosi olbrzymią radość i to, że we Francji nie tylko w Paryżu jest wielokulturowość i wielonarodowość a to z kolei otwiera oczy i umysł na różne aspekty społeczno-kulturowe.

 Jestem rozmażona po tym wyjeździe, chciałabym się na chwilę tam przeprowadzić, zamieszkać, poczuć to miasto za dnia i nocy. Wsiąknąć w rytm, spróbować nowego. Czas pokaże.
Bardzo żałuję, że nie wystarczyło czasu by zobaczyć grób Mano Solo, Jimmiego Morrisona i Chopina...
Czuję, że jeszcze tam powrócę:)









Widok ze szczytu Wieży Eiffla na panoramę Paryża






La place de la Concorde, słynne miejsce wydarzeń i manifestacji królewskich. Jednym z nich było małżeństwo Mari Antoniny i Ludwika Delfina. W 1794 zainstalowano gilotynę, aż ciarki przechodzą po plecach, miejsce historyczne bo stracono około 1300 osób w tym Królową Marię Antoninę i Króla Ludwika XVI. Obecnie znajduje się tu egipski obelisk ze świątyni z Egiptu oraz przepiękne 2 fontanny Rzek i Mórz.





Innym,  bardzo popularnym miejscem w Paryżu jest Most Aleksandra III zbudowany dla uczczenia przyjaźni francusko- rosyjskiej. Bardzo dobre miejsce do robienia zdjęć Wieży Eiffla nocą. Most znajduje się pomiędzy 7 a 8 dzielnicą w pobliżu Grand i Petit Palais. Ten piękny, zabytkowy most często wykorzystuje się do reklam i  klipów muzycznych np. słynnej pani Adele w piosence "Someone like you"






Łuk Triumfalny, sławny pomnik na Place Charles-de Gaule pośrodku ruchliwego skrzyżowania. Został zbudowany w 1805-1835 z rozkazu Napoleona na cześć francuskich wojsk, aby zapamiętać ich zwycięstwa. Łuk Triumfalny to również miejsce Grobu Nieznanego Żołnierza, symbol pamięci poległych żołnierzy w czasie wojen.





Muzeum Luwr, jedno z najpiękniejszych i największych muzeów na świecie. Kiedyś był to plac królewski, dziś to miejsce największych i najsłynniejszych zbiorów dzieł sztuki min. Mona Lisy oraz Wenus z Milo. W jeden dzień nie sposób zwiedzić całego muzeum,  warto zarezerować bilety wcześniej, unikniemy  w ten sposób stania w kolejce, ale i tak w porównaniu z kolejką na Wieżę Eiffla, nie jest tak źle. 












A w metrze znalazłam to zdjęcie:




Paryż to miejsce dla wegetarian i wegan. Nie mieliśmy żadnego problemu ze znalezieniem knajpki wegetariańskiej, co prawda łaziliśmy do indyjskich bo są tanie i szybko obsługują klientów.
Poza tym  mieszkaliśmy w hindujskiej dzielnicy, więc resto wege mieliśmy rzut beretem od noclegu. Opracowałam przed wyjazdem plan poruszania się po tych miejscach, ale obeszło się, plan wege nie był mi potrzebny.




Katedra Notre Dame znana z powieści Viktora Hugo Dzwonnik Notre Dame...







Kiedyś, Muzeum  Orsey pełnił funkcję dworca kolejowego, ale z uwagi na brak miejsca na krótkich peronach dla nowych elektrycznych pociągów, zdecydowano dworzec zamknąć. Postanowiono wykorzystać dworzec Orsey jako muzeum dla XIX i XX wiecznej sztuki impresjonistów znanej na całym świecie. Faktycznie, zwiedzając muzeum można dojrzeć zabytkowe metalowe konstrukcje dawnego dworca oraz przepiękny zegar z tamtego okresu, który ozdabia ściany muzeum. Moje oczy radowały się niezmiernie, gdy mogły zobaczyć kolekcję Maneta i  Moneta.






czwartek, 6 marca 2014

Czas na rower!


Obywatelu!
Już dziś, zadbaj o swoje 2 kółka...idzie wiosna!

Im bliżej do wiosny, tym większa ochota na jazdę na rowerze. Już nie długo zabieram się za małą renowację. Trzeba mi go podsprejować, naoliwić i podpompować mu koła. Na wycieczki rowerowe polecam znakomite sakwy, do których załadować można dosłownie wszystko: termos, obiad, podwieczorek, kocyk, psa i kota. A w przerwie między pedałowaniem, mój ulubiony piknik na trawie w pięknych okolicznościach przyrody. Bez sakw nigdzie się nie ruszam, zdecydowanie ułatwiają organizację dłuższych wypadów w przestrzeń. 
Już niedługo zaczynam przygodę z pedałowaniem...a Wy?










Wielki, Lech Janerka..O, rowerze...