wtorek, 26 sierpnia 2014

Trasa z Saint-Dalmas le Selvage do Saint-Etienne-de Tinee

Co raz delikatniejsze słońce daje się odczuć w górach, wierzchołki gór zaczynają przybierać wypłowiały od słońca zielony kolor. Wokół  rozpościerające spalone słońcem polany, a na nich gdzieniegdzie skoszona trawa i  unoszący się eteryczny zapach wysuszonych ziół. Wszystkie te znaki dają odczuć, że pomału nadchodzi jesień. Jest radość, bo to dobry czas na planowanie kolejnych wypraw górskich.

 I tak w zeszłą sobotę udaliśmy  się do przepięknej malowniczej miejscowości zwanej Saint-Dalmas le Selvage we Francji w regionie Prowansja-Alpy Lazurowe Wybrzeże. Tam czekała nas miła niespodzianka bo mogliśmy podziwiać przepiękne widoki wspinając się po górach. Dalej ruszyliśmy  łagodnym szlakiem, nie uczęszczanym przez turystów  do Saint-Etienne-de Tinee. Maszerowaliśmy przez miasteczko w stronę starego Kościółka by dalej kontynuować naszą pieszą wycieczkę do celu, zanurzając co jakiś czas stopy w lodowatej, krystalicznej wodzie z pobliskiej rzeki.
To co zobaczyliśmy, to naprawdę spektakularny widok zapierający dech w piersiach, przestrzeń, dzikość i surowy klimat gór, który wprowadził nas w błogi stan. Ja, mam ochotę na więcej:)

Saint-Dalmas le Selvage











W drodze do Saint-Etienne-de Tinee o kijkach dlatego, że:
po pierwsze do odciążenia stanów kolanowych,
po drugie dla bezpieczeństwa,
poza tym jest wygodniej.











A teraz pochwalę się nie skromnie ponieważ dostałam w prezencie wszystkie części Sapkowskiego od bardzo przemiłej osoby.  Tak długo czekałam na tę chwilę. Właśnie kończę drugi tom.
Mam taki zamiar, by po przeczytaniu książek przekazać je dalej albo też  książki wrócą do właściciela.



Placki ziemniaczane z pieczarkami a do tego moja ulubiona sałatka z karczochów skropiona  oliwą z przysmażonymi na patelni koktajlowymi pomidorami


czwartek, 21 sierpnia 2014

Letni spacer z J.

Taki był czas, że zajęłam się zupełnie innymi rzeczami niż internecik, odcięli mi go brutalnie bez pukania do drzwi i bez powiadomienia, że od jutra nie będzie pani miała dostępu do sieci. Tak się właśnie dzieje, jak się nie czyta i nie kontroluje nudnych rachunków, które trza zapłacić. Z ręką na sercu przyznaję, że nie mam do tego głowy, zapominam, nie ogarniam, wszystko zwalam na mojego pana. Taka ze mnie pani domu, że nawet nie wiedziałabym, gdzie mam pójść z tym rachunkiem, no chyba, że do mamy. 
Szczerze to nie wiem, jak długo pociągnę jeszcze na blogu bo wiekowy komputer z którego obecnie korzystam odmawia mi posłuszeństwa. Zawiesza się co 3 minuty, pełno w nim wirusów a ja ciągle na nowo otwieram stronę i piszę jedno i to samo. Szlak by to trafił, no ileż można powtarzać jedno zdanie i ile melis przy tym można wypić?
Bardzo jestem ciekawa, co u Was się dzieje, jak życie mija i czy wszystko u Was w porządku?. Pomalutku będę nadrabiać zaległości i odwiedzać Wasze nie skromne progi.
Chciałam się tyko z Wami przywitać i powiedzieć, że u mnie wszystko jest o.k. bo spokojnie i chyba tak jak być powinno, albo można by było jeszcze więcej z siebie dać. 

No to cześć!


Na spacerze z piękną bratanicą:)






Wegańska zupa z algami morskimi i warzywami