niedziela, 30 listopada 2014

To Twoja decyzja...



Cieszą mnie małe rzeczy. Cieszę się ogromnie, kiedy nowo poznana osoba zadaje mi pytanie, dlaczego nie jem mięsa, ryb, nabiału i dlaczego chodzę czasami w skórzanych butach i jak to się ma do mojej filozofii?
Wtedy z uśmiechem na twarzy wyjaśniam, że buty kupiłam 10 lat temu, będąc nie uświadomioną i głupio by było gdybym je wyrzuciła właśnie teraz, tylko po to by komuś coś udowodnić. To, że kocham zwierzęta i nie chcę przyczyniać się do ich śmierci, jest oczywiste, ale najważniejsze w moim przekazie jest, by przeciętny konsument mógł zadać sobie pytanie czy faktycznie musi zjeść dzisiaj kotleta albo schaboszczaka na obiad i czy tak b. potrzebuje nasz organizm mięso, by poczuć się silnym i najedzonym. Czy może znowu coś, zostało zakodowane i przekazane z pokolenia na pokolenie np. danie bez mięsa nie dostarczy facetowi siły i kalorii,  tyle co kotlet + ziemniaki i mała surówka. Uwierzcie mi, mam męski egzemplarz w domu, który poświadcza, że można pracować ciężko i fizycznie, będąc wegetarianinem, ba weganem.
Może najwyższa pora coś zmienić w swoim jadłospisie?.

Zmuszam ludzi do przemyślenia prostych spraw z punktu przyczynowo-skutkowego, którzy nigdy nie zaprzątali sobie głowy, w jakich warunkach zarzynane są zwierzęta. Sprawa nie byłaby taka dziwna, gdybym nie była wśród ludzi, z różnych krańców świata, którzy reprezentują odmienne poglądy niż my europejczycy. Wegetarianizm i weganizm znany jest dla większości, ale nie dla ludzi spoza Europy. Zadają mnóstwo pytań, czasami czuję drwinę i wyśmiewanie, czasami też niezrozumienie albo totalną ignorancję, ale niczego nie próbuje nikomu udowodnić na siłę, ani też nie wykrzykuję swoich racji, nie chcę nikogo przekonywać do swoich poglądów. To co jest najistotniejsze w tych bazgrołach to to, by nie kupować i obniżyć popyt na mięso, by uświadomić jak największą ilość osób, iż zwierzęta też czują, cierpią i przyzwyczają się do nas nawet, przez krótką chwilę a my ludzie, jesteśmy częścią łańcuchu pokarmowego tyle, że jesteśmy zdolni by myśleć i dokonywać decyzji.

Do obejrzenia i posłuchania, koniecznie:








poniedziałek, 24 listopada 2014

ciasteczka man-nowe z makiem



Co ja tu będę się rozpisywać, dzisiaj mam przepis na ciastka z kaszy manny i kleiku ryżowego


Składniki:

1 szklanka kaszy manny
1 szklanka kleiku ryżowego
1 szklanka mleka ryżowego 
2 łyżki masła roślinnego
2 łyżki mąki
cukier trzcinowy
rodzynki do smaku, mak

Wyrabiamy masę i formujemy ciasteczka, pieczemy około 25 minut.





Takie dźwięki, dziś słucham:)


piątek, 21 listopada 2014

Por gotowany na parze w sosie cytrynowym


Por jest warzywem lekkostrawnym, więc zajadać go mogą wszyscy. Najczęściej stosowany w kuracjach oczyszczających, odchudzających  a także przy zaparciach. 
U mnie w domu rodzinnym zazwyczaj obgotowanego pora wyrzucało się do kosza. Tak mi zakodowano w głowie, że taki por wyciągnięty z rosołu jest niesmaczny,  więc przez bardzo długi okres to warzywko zajadałam jedynie w sałatkach, w zapiekankach, takiego już obgotowanego, niestety nie. 
Nauczyłam się jeść pora ugotowanego na parze dopiero we Francji i na nowo pokochałam  to warzywo. 
W prosty sposób przyrządzony, obgotowany na parze, wydobywa się z niego kwintesencje smaku, wystarczy posolić i popieprzyć, polać sosem np. sos ze śmietany sojowej, skropiony sokiem z cytryny, przysmażony na maśle roślinnym i voila. Jest smaczny, słodki, lekko pikantny i o to chodzi.


Do tego pora, to tylko taka muza:)


Miłego, pozytywnego weekendu, koniecznie z porem:)

niedziela, 16 listopada 2014

Ciągle się dzieje coś nowego, czyli uwaga na wariatów



W zeszły poniedziałek o godz 15, wracałam sobie na piechotkę z pracy do domu. Było ciepło i słonecznie. Cieszyłam się, że będę mieć za chwilę wolne popołudnie. Na ulicy, grupa ludzi pod krawatem, pewnie to byli pracownicy z biura pracy oraz kilku bezrobotnych stojących w kolejce po zasiłek.  Szłam tą samą drogą co zwykle, byłam już na swojej dzielnicy blisko domu. Myślałam sobie o tym, że za chwilę zjem przepyszną zapiekankę, którą dzień wcześniej przygotowałam. Byłam bardzo głodna i pędziłam czym prędzej do domu... aż tu nagle, jak nie dostałam z pięści w pysk. Ludzie! aż mi zahuczało w uszach!
W jednej chwili, nie wiedziałam co się stało, myślałam, że jakiś głaz z nieba na mnie spadł, spojrzałam przed siebie i w ostatniej chwili dostrzegłam kątem oka, gościa który zawrócił na pięcie  i spieprzał w przeciwnym kierunku.
 Zdążyłam tylko, zakląć i zawołać, co ty kurwa robisz człowieku?/


Stałam jeszcze przez chwilę, popłakując sobie, że jakiś obłąkany zaatakował mnie w biały dzień. Mężczyźni w białych koszulach, wydawało mi się, że udawali, iż nic nie widzą. Najgorsze było to, że znikąd pomocy, nikt nie widział, nikogo to nie zainteresowało, nikt nie miał czasu by zainterweniować. Szybko otrząsnęłam się z nerwów a najbardziej chyba z tej znieczulicy dookoła. Postanowiłam więc, że ja tej sprawy tak nie zostawię, jedyne co mogłam zrobić to iść na komisariat i zgłosić zawiadomienie o napaści.

Znam gościa z widzenia, często widzę go na ulicy, jak gada do siebie. Ma takie zadziorne spojrzenie, że aż strach, lepiej się nie przyglądać bo można oberwać. Siwe kręcone włosy i przeraźliwie chudą budowę ciała. Zazwyczaj ludziom medium, schodzę z drogi, nie wdaję się w żadne dyskusje, współczuję obłąkaniu i współczuję ludziom, którzy są zaburzeni umysłowo.

Panowie policjanci rozpytali, ustalili rysopis, przeszukali ulice, jednak po sprawcy nie było śladu. Usłyszałam jedynie, że muszę uważać, bo ci niepoczytalni często chodzą z nożem, stanowiąc  zagrożenie dla innych.



Co robić z psychopatami, jak z nimi postępować i czy prawo jest po naszej stronie by niebezpiecznych umieszczać w ośrodkach zamkniętych, jak to się wszystko ma w praktyce?













Taki miałam, zeszły tydzień
Śniadanie mistrzów, tofucznica i kanapki z pastą soczowicowo-warzywną



Gdzieś w lesie;



Wegańsko na obiad:)



piątek, 7 listopada 2014

Luceram


Między morzem a górami u źródła rzeki Paillon znajduje się przepiękna, mała średniowieczna wioska zwana Luceram.  Są na szczęście takie miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał i nie czuć jego upływu. Takie własnie ma się odczucie przyjeżdżając do Luceram. 
Życie tam toczy się swoim rytmem, przyjaźni mieszkańcy zajęci swoimi sprawami, trochę zdziwieni, że jakiś turysta przyjechał o tej porze roku, gdy zupełnie nic się nie dzieje. 
Zwyczajnie mija dzień po dniu,  tak spokojnie i stabilnie, bez pośpiechu,  że chciałoby się już  pozostać i może nawet zamieszkać na stałe.  

W centrum miasteczka znajduje się jeden sklep spożywczy i mała restauracja (zamknięta poza sezonem) i jak dla mnie, najwspanialsza piekarnia na świecie, w której kontynuuje się pieczenie  chleba starą metodą na drewnie. Oszałamiający, chlebowy zapach unosi się w całym mieście,  który przywołuje wspomnienia i kusi by wstąpić na świeże, chrupiące, gorące pieczywo prosto z pieca. 























do posłuchania i obejrzenia