sobota, 9 maja 2015

roots indie



Przed wyjazdem nie planowałam miejsc, ani też nie wyszukiwałam w necie zabytków, jakie należałoby zwiedzić będąc w Indiach. Nie miałam na to czasu, bo wyjazd był trochę zakręcony, na szybkiego podjęta decyzja, do końca wyjazdu nie wiedzieliśmy czy dostaniemy urlopy, w myślach istniała możliwość, że gdyby się nie udało dobrowolnie, to w grę w chodzi L4. Bo ja, lubię, kiedy moje włajaże dzieją się spontanicznie, bez zakładania czegokolwiek co mogłoby się wydarzyć, grunt dobre nastawienie, zaufanie do przestrzeni a przede wszystkim zaufanie do siebie, to plan opracowany, który działa w każdej ekstremalnej sytuacji. 
Kupiliśmy z panem w marcu bilety a następnie zaczęliśmy zajmować się wyrabianiem wizy. Niby miało być spokojnie i bez nerwów, ale pech chciał, że miesiąc przed naszym wyjazdem zmieniły się zasady w Ambasadzie Indyjskiej. Mianowicie, aby wyrobić wizę należy stawić się osobiście, a tu ani kasy ani urlopu by pojechać do Polski. Myśleliśmy, że nie polecimy, bo jak tu kupić dwa bilety lotnicze z Francji do Polski, dla nas to była bez sensu wydana kasa, tylko po to by przywitać się z urzędasem i złożyć podpis.
Na szczęście dowiedziałam się, że dla podróżujących i mieszkających za granicami kraju, można wyrobić wizę w kraju w którym się obecnie mieszka i tak się wszystko fajnie złożyło, że we Francji nowe wyrabianie wizy wchodzi dopiero od 1.05, więc udało nam się załatwić wszystkie formalności przez firmę pośredniczą, bez ruszania się z domu. 

I tak bez jakiegokolwiek przygotowania i bez zbędnego bagażu,zabraliśmy ze sobą kilka najpotrzebniejszych rzeczy, buty sportowe, sandały, klapki, kilka gaci i koszulek, jakaś zniszczona bluza by można było ją zostawić na miejscu, aparat, proszek do prania, środki przeciw bólowe, śpiwór. I ruszyliśmy w drogę. 
Pierwsze dni robią ogromne wrażenie, doznaje się prawdziwego szoku kulturowego. Przez pierwsze trzy dni, chodziłam trochę spięta bez przekonania, że nie przyzwyczaję się do tego wszędobylskiego syfu. I tak przed wyjazdem mój pan, trochę był o mnie zatroskany, jak ja to się odnajdę w tej rzeczywistości, tym bardziej, że znajomi kiedyś tam mieszkali w hotelach gwiazdkowych i nakręcili nas sprzedając swój film, że syfiarsko będzie. A my w hotelach z gwiazdką spać nie mieliśmy. 
Nic tam, myślałam sobie, jakoś to będzie.
Ku memu zdziwieniu bardzo szybko zaklimatyzowałam się w tym syfie, brudzie i mogile. Nie przeszkadzało mi, że spożywam posiłki zawinięte w gazetę a naczynia w niektórych ulicznych barach, myte są na ulicy a przecierane brudną ścierką. W takich sytuacjach wychodziłam z założenia, że lepiej nie wnikać, w jaki sposób przygotowane jest żarcie.
Człowiek gdy obserwuje uśmiechniętych, otwartych hindusów, zupełnie zapomina o swoich wdrożonych europejskich, wyuczonych zachowaniach oraz sanitarnych wymogach.

Indie to ponad miliarda ludzi, którzy większość z nich żyją w absolutnym ubóstwie, bez dachu nad głową, pomocy socjalnej i bez pracy. Kraj przeludniony, zupełnie odmienny od tego w którym my żyjemy. Dla nas europejczyków ten obraz jest szokujący i trudno nam zaakceptować ten wielki przerażający na ulicach śmietnik.Jedno jest pewne w podróż poślubną ani na romantyczną wycieczkę na pewno bym się tam nie wybrała.


Ogólnie mężczyzn jest znacznie więcej niż kobiet, nie ma tutaj edukacji seksualnej, a pierwszy raz możliwy jest tylko po ślubie. Pocałunek na ulicy jest niedozwolony. Wiele szkół w Indiach kultywuje podejście na podział damsko- męski, brakuje przez to koedukacji. Dlatego zwiedzając Indie a szczególnie wieczorem, najlepiej jest z kimś lub w grupie,  nie samemu, ponieważ seksualność w tym kraju jest za bardzo tłumiona  i dlatego czasami dochodzi do gwałtów. 

W każdym razie, warto pojechać nie tylko z uwagi tak jak to było w moim przypadku w celu zapoznania się z historię buddyjską, ale z uwagi na różnice kulturowe, społeczne i religijne. Zobaczyć tę grę kolorów, cudowne krajobrazy, posmakować tradycyjnej, pikantnej kuchni, przejechać się słynnym tuk-tukiem po ulicach miasta, przeżyć tę słynną, niezapomnianą biegunkę, aż wreszcie porównać i docenić w jakich  warunkach żyjemy a  w jakich oni.
Wyjeżdzając z Indii wracamy do siebie, do czystych domów i pościeli i wtedy pojawia się olbrzymia wdzięczność za to, że mieszkamy w Europie i mamy dach nad głową, reszta naszych malutkich nieznaczących spraw wydaje się nieistotna.


Jeszcze trochę mam do opracowania, do następnego;)











10 komentarzy:

  1. Ciekawy post. W Indiach łatwo o "odkrycia turystyczne", choć nie każdemu one odpowiadają...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam znajomych, którzy wielokrotnie wyjeżdżali do Indi, nasłuchałam się. Chęć wyjazdu tam jakoś się we mnie nie zrodziła, może dlatego, że mam w marzeniach inne kierunki... Ale czytam z ciekawością co piszesz :) :) I zdjęcia oglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Swego czasu dużo czytałam relacji z podróży po Indiach. Bliska mi koleżanka spędziła tam też parę chwil. Miejsce tak fascynujące, jak szokujące. Chciałabym zobaczyć, choć Nepal nęci mnie bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak , często to konfrontacja dla nas - tych widoków z pocztówek i bilbordów biur podróży - pokazujących kolorowy kulturowo bogaty kraj , i niby wiemy ze jest tam bieda to i tak zobaczyć na własne oczy to bywa to szokiem . Ze aż tak inny ten świat od naszego i naszych o tej egzotyce wyobrażeń . Miałam tak z północna Afryką i krajami arabskimi , tymi spoza kurortów przygotowanych dla europejskich turystów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje zdjęcia pokazują tak dużo... Totalnie inny świat.
    Bardzo ciekawy post, cieszę się, gdy mogę się czegoś nowego dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś mnie Indie nigdy specjalnie nie kusiły, nie wiem w sumie dlaczego.

    Ale masz rację, świadomości istnienia takich miejsc (ba! świadomość, że takie miejsca to większość naszej planety) trochę zmienia priorytety i porządkuje w głowie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakos wyjatkowo nie mam pociagu do Indii. Nie wiem czy znioslabym patrzenie na to skrajne ubostwo, z drugiej strony palace miliarderow, Poza tym kulturalnie, obyczajowo to tez nie moja bajka. Gdyby nadarzyla sie okazja, wiadomo nie odmowilabym wyjazdu, ale zeby samej sie pchac - niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No to rzeczywiście zaczęło się trochę stresująco, ale najważniejsze, że później już było super. A ja tak sobie myślę, że też bym szybko do syfu przywykła i na inne rzeczy bym patrzyła.
    Przypomniał mi się taki jeden film o świętych krowach. One podobno bardzo często umierają w męczarniach, bo żołądki mają pełne śmieci, bo właśnie się stołują na tych zaśmieconych ulicach. W każdym razie pokazywali też na filmie, jak ludzie spali w jednym takim jakby pokoiku, gdzie też gotowali i jak zmywanie wygląda:) Byłą też relacja z dnia ulicy. Pokazywali, jak ludzie robią buty z recyklingu i jak sprzedają różne rzeczy itp. itd. Poruszyło mnie to wszystko i nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie. Dzięki za dalsze zdjęcia.
    Uściski!:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że podróż się udała. Brat z żoną męża byli w Indiach w podróży poślubnej właśnie można rzec i na bazie zdjęć skutecznie zniechęcona zostałam do odwiedzenia tegoż miejsca;> Zdjęcia obejrzeć lubię, ale znacznie bardziej pociągają mnie zachodnie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzieki dziewczyny za pozostawiony komentarz. Niezwykle milo mi sie czyta.

    OdpowiedzUsuń