wtorek, 28 lipca 2015

Upał

 
To już mija miesiąc odkąd upały utrzymują się bez przerwy. Totalnie przez to jestem zmęczona i lekko wkurzona, bo nie zanosi się na ochłodzenie. Nie jestem typem, który lubi wylegiwać się na plaży, smażąc się jak grzanka i dlatego odpada chłodzenie się w wodzie, ewentualnie w grę wchodzi plażowanie wieczorkiem, jak już zajdzie słońce.
Przez te upały za to chętnie spędzam czas w domu, przy klimie i wiatraku, jak najdalej od piekącego słońca. Po prostu przesyt dał mi się we znaki, nie mam ochoty na spacery, bo w tym upale jest to niemożliwe.
W ogóle to nie podoba mi się przesadzona opalenizna. Z pewnością nie jest wyznacznikiem atrakcyjności, jak niektórym się wydaje. Opalenizna umiarkowana, jak najbardziej tak, skóra wygląda promiennie i zdrowo, nie trzeba wtedy nakładać żadnego makijażu.
Czekam cierpliwie na ochłodzenie i z zazdrością czytam na niektórych blogach, że to już nastąpiło. Od 50 lat nie było, takich upałów jak teraz.
Co robić? tylko czekać pozostało....
 
 
 



Lekko i przyjemnie.  Crowded House:)

 

czwartek, 23 lipca 2015

Valensole i pola lawendowe

Nareszcie udało mi się zorganizować wycieczkę na pola lawendowe  w regionie  prowansalskim w Valensole. To właśnie w tej francuskiej miejscowości są największe pola lawendowe. Cudowne przeżycie, relaks dla ciała i duszy. Naturalna aromaterapia, która pobudza wszystkie nasze zmysły. Od dawna planowałam  foto sesję, taką romantyczną z rozpuszczonymi  włosami w białej sukience i kapeluszu, ale z powodu spontanicznej akcji, nie było czasu na strojenie się. Następnym razem obiecałam sobie, że zrobię takie foty i powieszę na ścianie (hehe). Choć nic nie wyszło z tej romantycznej sesji, to i tak się cieszę, że dotarliśmy w to miejsce z rodzicielami. Przez cały dzień oddawaliśmy się leczniczej kuracji lawendy. Jesteśmy zachwyceni i gorąco polecamy wycieczkę w te piękne strony.
Uwaga na bzykające pszczółki, bo jest ich tam sporo:)
 
 

 
 




 

niedziela, 19 lipca 2015

Moc stupy Bodnath i życiowy balans



Stupa Bodnath w Katmandu, jest jedną z najważniejszych stup w Nepalu. Po trzęsieniu ziemi, niestety została poważnie zniszczona. Upłyną długie lata, by te wspaniałe święte buddyjskie relikwie, znowu mogły przyciągać do siebie pielgrzymujących z całego świata.
 

 


 
Gdziekolwiek bym nie była w Katmandu, to i tak czułam spojrzenie Buddy spoglądające we wszystkie kierunki świata. Ten wzrok przypomina nam, co jest tak najważniejsze w życiu każdego człowieka. Pobyt w tym magicznym miejscu, daje wiele do myślenia lub tak jak w przypadku moich znajomych, odnalezienie tej właściwej drogi. Mną delikatnie wstrząsnęło, otworzyło oczy na pewne nierozwiązane dotąd komplikacje umysłu. Każdy musi dokonać tego sam. Przeżyć na własnej skórze wzloty i upadki, by to skierowało nas na właściwą drogę.
 
Pogoń za kasą, zbajerowanymi furami, wielkimi chatami(koniecznie z widokiem na morze lub góry) najmodniejsze szmatki i ciągły brak satysfakcji z posiadania następnej, bezwartościowej rzeczy. Pogoń za szczęściem wykreowanym przez konsumpcyjny styl życia we współczesnym świecie, nakręca nas wszystkich a przy tym łatwo pogubić się i popaść w pułapkę życia bez sensu.  Nie da rady osiągnąć satysfakcji, bo ciągle jeszcze będzie coś do zdobycia, zobaczenia czy posiadania. Normalnie idzie oszaleć, lub tak jak to się dzieje u moich znajomych, można łatwo wciągnąć się w uzależnienia. Pod ciśnieniem swojego życia po prostu zwyczajnie nie dają rady. Często wspomagani alkoholem albo upaleni zielskiem, by choć na chwilę mogli poczuć odrobinę relaksu i zwolnione tempo życia.




Porad nie będzie, bo żadne hasła do mnie nie przemawiają. Blogi i porady z misją (najbardziej te z hasłem naprawiania świata), są dla mnie lekko nawiedzone.
Bo ja wierzę tylko w jedno, że jeśli chcesz coś naprawdę dobrego zrobić dla ludzkości, wystarczy skierować swoje porady do siebie a nie do innych, najlepiej też, zastosować się do nich samemu. Być wzorem i przykładem bez udowadniania, to jest dopiero coś<.



Stupa reprezentuje główne żywioły: ziemię, wodę, ogień, powietrze i przestrzeń.
Jej kwadratowa podstawa symbolizuje tron, na którym siedzi Budda oraz cztery podstawowe kierunki świata.
Wzniesiona tuż nad ziemią, półkolista kopuła symbolizuje pełnię, dostatek i kwintesencję.
Przez kopułę przechodzi architektoniczna oś, wokół której rozłożone są pierścienie, ich liczba symbolizuje etapy do osiągnięcia stanu buddy.
Nad iglicą znajduje się tarcza słoneczna symbolizująca mądrość, oparta jest o symbol księżyca, który symbolizuje miłosierdzie.
Zakończona małym ornamentem w kształcie kropli wody, symbolu oświecenia.
Trzy części stupy, czyli kwadratowa podstawa tronu, kopuła i pierścienie zwane harmiką, to nic innego, jak ciało, mowa i umysł Buddy.




piątek, 10 lipca 2015

Podróż do Nepalu i trochę wiadomości ogólnych


Z Indii do Katmandu pojechaliśmy autobusem. Podróż trwała tylko 27 h, ale dla chcącego nie ma nic trudnego, daliśmy radę dzięki przefajowej ekipie, która towarzyszyła nam w drodze, oraz lekko zakrapianych urodzinach naszej koleżanki. Konsumowaliśmy hinduskie whisky(z colą daje radę)uważając by, zacny trunek nie wylewał się z kubków z powodu bardzo wyboistej, górzystej drogi . Staraliśmy się bardzo, ale niestety whisky w większości wylewała się na nasze ubrania. Trudno było opanować system picia z plastikowego kubka.

Przekraczając granicę, dosłownie od ręki wyrabia się wizę nepalską. Nie mieliśmy z nią żadnych problemów, po prostu wypełnia się druczek z informacją w jakim celu przyjechaliśmy, gdzie się nocuje( nie musi być tak bardzo dokładnie wpisany), bo i tak tego nie czytają, tylko płacimy 25 $ za wizę turystyczną i już po wszystkim.
 


 Do  największego miasta i stolicy Nepalu, Katmandu  dotarliśmy o 5 rano. Trochę zmęczeni po nocnej podróży, udaliśmy się do hotelu i  ku naszemu zdziwieniu, hotel był na prawdę w porządku, jeśli chodzi o warunki nepalskie. Taki europejski standard, któremu nic nie brakuje. Łazienka, prysznic, ręczniki, dosyć czysta pościel, ale i tak tradycyjnie spałam w śpiworze, telewizor, bo( jeśli o mnie chodzi, to mogłoby go nie być) pisałam już wcześniej, że wyrzuciłam z domu -.

Na początek udaliśmy się do pobliskiej knajpki w celu skonsumowania śniadania. I tu, przyznaję się bez bicia,  skusiłam się z wielką ochotą na jajecznicę, nie tofucznicę, ale taką z prawdziwych jajek.. Po dwutygodniowym pobycie w Indiach i konsumowaniu na prawdę ostrych potraw, zapragnęłam europejskiego jedzenia. Po prostu wymiękłam, gdy zobaczyłam na talerzach grzanki z jajecznicą u znajomych. Moje przekonania wegańskie zostały przekreślone jednym zamówieniem "to, ja też poproszę". Napojeni i najedzeni  udaliśmy się w miasto, by odkrywać to co nam nieznane. Pierwsza była medytacja a później zwiedzanie.
 
 
 
 
Będąc w Nepalu, należy koniecznie zwrócić uwagę na dostawę prądu, ponieważ są bardzo częste  przerwy, przeważnie wyłączany jest na około 11 godzin na dobę. Oczywiście dostawy prądu zmieniają się co tydzień i dlatego warto pilnować rozkładu jazdy, w przeciwnym razie nasze telefony, baterie mogą być nam nie przydatne przez długi okres czasu .  W każdym hotelu powinna być taka informacja.
 


 


 
Ludzie Nepalu to hindusi i emigranci  z Tybetu. Ci ostatni nie mają tu za dobrze, ponieważ nie posiadają  papierów ani pozwolenia na pracę. 90 procent społeczeństwa tego państwa, jest wyznania hinduistycznego, pozostali to buddyści. Nepalczycy to bardzo przemili, pomocni ludzie, nie tak nachalni jak hindusi, z uśmiechem na twarzy potrafią zorganizować w krótkim czasie wycieczkę, trekking, czy znaleźć tani hotel.
Generalnie żyją oni w skrajnym ubóstwie, w skromnych warunkach mieszkaniowych,  przeważnie w lepiankach lub w gliniankach. Żywią się głównie tym, co natura przyniesie w danej porze roku, uprawiając warzywa  na małych poletkach. Wyczytałam, że tutaj również występuje system kast, jeszcze okrutniejszy niż w Indiach. To do jakiej kasty jesteś przypisany, zapisane jest to nawet w imieniu i nazwisku, niestety nie można od tego uciec.
Bieda i bezradność w niektórych regionach jest tak przerażająca, iż niektóre rodziny sprzedają swoje najmłodsze córki do indyjskich burdeli, a tam przeważnie zarażają się Aids i automatycznie wyrzucane są z pracy a także porzucane przez swoje rodziny. Niestety, nie ma dla nich litości, życie ich nie rozpieszcza.
 
 
 


niedziela, 5 lipca 2015

Nepal i trzęsienie ziemi


Powracam do mojej podróży, tym razem będzie trochę o Nepalu. Niezmiernie się cieszę, że dane mi było zobaczyć te niesamowite, święta miejsca, a z drugiej strony czuję ogromny smutek i niedowierzanie w to co się wydarzyło zaledwie dwa miesiące temu.
Nepal należy do najbiedniejszych państw świata, który stanął w obliczu problemu ponad własne siły, gdy 25 kwietnia trzęsienie ziemi, zniszczyło 600 tys. domów, pozbawiając trzy miliony ludzi dachu nad głową. W jego wyniku śmierć poniosło co najmniej 8947 osób. Tragiczne trzęsienie Ziemii, które zmiotło w jednej sekundzie zabytki architektury, święta miejsca przez licznie odwiedzających  podróżników, buddystów  i pielgrzymujących.

Jest szansa, że dzięki naszej pomocy, te zabytki i buddyjskie kompleksy zostaną w niedalekiej przyszłości odbudowane. Wszystko zależy od nas, darczyńców. Zadeklarowały się również banki światowe i azjatyckie o udzielenie przeogromnego kredytu. Zastanawia mnie jedno, jak ten kraj poradzi sobie ze spłatą tak ogromnego długu i kto najbardziej w tej kryzysowej sytuacji jeszcze może ucierpieć?



*Wyjechaliśmy z Nepalu, dwa tygodnie wcześniej. Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do wielkiej katastrofy.



 
 
 
do następnego:)