poniedziałek, 25 stycznia 2016

EZE

Jeszcze jedna wycieczka przed moim rozwiązaniem. Tym razem do przepięknego średniowiecznego miasteczka zwanym Eze. Nazwa tego miejsca wywołuje we mnie skojarzenie z powieścią Czarnoksiężnik z Krainy Oz, bo tak się też tam czułam, na chwilę zostałam przeniesiona do innego miejsca i czasu.
Odkrywaliśmy z młodym, nowe historyczne miejsca, spacerując brukowanymi uliczkami, podziwiając małe, klimatyczne galerie rzemieślników. Nikt nie był zmęczony, bo widoki rekompensowały zadyszkę oraz nieustający ból krzyża.
Nawet udaliśmy się na sam szczyt wzniesienia do ogrodu egzotycznego, by podziwiać przepiękne widoki na półwysep Cap de Ferrat.

 Uwielbiam spędzać czas na wycieczkach w nowym miejscu, właśnie nie łażąc po sklepach, ani nie wyszukując okazjonalnych  cen z wyprzedaży. Mogłabym w tym roku promować akcję "nic nie kupuję, bo nie potrzebuję"albo też zaliczyć się do minimalistów. Dobrze mi z tym, noszę tylko to co jest w szafie, na razie mam małe pole do popisu bo nie mieszczę się w 80% procent rzeczy które posiadam, ale już nie długo.
 
 
 
 


 




 




czwartek, 14 stycznia 2016

dieta wegE w ciąży

 
Dieta wegetariańska przy prawidłowym doborze składników i rozsądnym planowaniu jadłospisu dostarcza organizmowi tyle samo substancji odżywczych co mięsna i proszę Państwa jest bezpieczna, zarówno dla dziecka jak i matki. Moje wyniki badań potwierdzają tę tezę, bo są bardzo dobre, poza wysokim cukrem, który spowodował cukrzycę ciążową a wszystko dla tego, że miałam nieustanną ochotę na owoce (zresztą do dziś tak mam).

U mnie początki ciąży wypadły na okres letni, czyli na najbardziej soczyste, słodkie i chrupiące owoce. To była dosłownie fruteriańska dieta, ach co to była za uczta.
I tak sobie jadłam do 6miesiąca ciąży wszystkie owoce świata bez ograniczeń, aż do chwili kiedy dostałam telefon od dr, że muszę skontaktować się z diabetologiem ponieważ stwierdzono u mnie ciążową cukrzycę.
O pani dr diabetolog nie będę się rozpisywać, bo takich lekarzy niestety jest wielu, mianowicie kompletnie nie miała zielonego pojęcia o diecie wegetariańskiej. W trakcie mojej wizyty pani dr wyszukiwała informacji, co powinnam dostarczyć organizmowi. Była również bardzo zainteresowana moim przypadkiem zadając mnóstwo pytań, a co takiego jem na co dzień i jaki jest powód, że nie jadam mięsa ani ryb, a w ogóle to już przesadzam z tymi sojowymi jogurtami. Kompletnie załamała mnie na do widzenia, układając dla mnie specjalną dietę(dla ścisłości mięsno-rybną)dając mi do zrozumienia, że jakaś chyba jestem dziwna bo odbiegam od norm społecznych. Myślę, że prawdopodobnie stosuje ona jedną i tą samą dietę dla wszystkich kobiet w ciąży.

 Postanowiłam jak zwykle wziąć sprawy w swoje ręce, wyszukując informacji co należałoby zmienić. Po pierwsze aby obniżyć poziom cukru ograniczyłam owoce do minimum 3, wykluczyłam również owoce z dużą zawartością cukru. Reszta diety pozostała prawie taka sama czyli dużo warzyw i strączkowych. Zajadam oczywiście więcej kasz i produktów zbożowych, czasami przegryzam ciastkiem dla diabetyków i gorzką czekoladą,  jeśli mnie najdzie ochota. W każdym razie teraz jest dobrze, bo cukier się unormował.

Nie miałam ani nie mam żadnych zachciewajek, tak jak to moje koleżanki zwykły mnie straszyć, że w czasie ciąży to ja dopiero zacznę jeść kebaby i hamburgery z mięsa. Na szczęście żadnych takich sytuacji nie było, wręcz przeciwnie, zapach mięsa i ryb wywoływał we mnie obrzydzenie .
Przez cały okres ciąży żywię się tak jak dotychczas, czyli roślinnie, choć szczerze mówiąc ostatnio wprowadziłam do swojej diety delikatne zmiany, bo od czasu do czasu spożywam sery z nabiału oraz naturalne jogurty. Mało tego, w święta pozwoliłam  sobie nawet na kawał tłustego łososia, łot co.

 Wegańsko już nie jest, ale i tak kupuję jogurty, kiełbaski, wędliny sojowe, roślinne mleka oraz tempeh. W dalszym ciągu nie chcę napędzać tego nabiałowego przemysłu, ale z drugiej strony to wegowanie jest tak pomieszanie, że ludzie zawsze coś znajdą w twoim sposobie bycia by Ci dosłownie przysrać i udowodnić, że nie jesteś w 100 procentach weganinem.
Nie jestem, no i już.
 
 
bardzo go lubię:)
 








sobota, 9 stycznia 2016

Mediolan

 
Zdaje mi się, że to już ostatnia Nasza wycieczka przed porodem. Z takich okazjonalnych wyjazdów nie lubię rezygnować, nawet wtedy kiedy człowiek bardzo szybko się męczy a zwiedzanie po dwóch godzinach daje w kość, ale zagryzam zęby i pomalutku przemierzam nowe miejsca. Tym razem miałam okazję spotkać się z najbliższą rodziną właśnie w Mediolanie.
Uwaga, jeszcze trwa promocja w Ryanairze na tanie bilety.
No jak, miałam przepuścić taki wyjazd?
 

 


 


 
 
 
 
 


wtorek, 5 stycznia 2016

obawY,

 
 Witajcie,


To ja grubaska, czuję się co raz cięższa i co raz bardziej doskwiera mi ból krzyża, ale podobno to normalne objawy przy końcówce ciąży i tak jakoś nie mogę się do nich przyzwyczaić. Pozostał mi miesiąc do porodu, a ja w dalszym ciągu niespakowana ani nieprzygotowana, pomału oblewa mnie strach, że sobie nie poradzę i że nie podołam temu wszystkiemu co mnie czeka.
Nie ma to jak poczytać sobie o doświadczeniach porodowych innych kobiet i przy okazji wziąć sobie wszystkie porady do serca. Z drugiej strony, dobrze jest wiedzieć co mnie czeka, ale pewne historie tak bardzo nakręcają, że zwyczajnie się boję.
Szczerze powiedziawszy chciałabym mieć "To" już za sobą. Przydałoby mi się jakieś wsparcie.

Co do ciuchów to na razie niczego specjalnie na tę okazję nie kupowałam, no poza stanikami.
Na szczęście mieszczę się w portałki na gumce i w luźniejsze koszule-tuniki.
Wiecie, ma być wygodnie, oszczędnie, bez spiny i na luza.