środa, 29 marca 2017

sen o działeczce i grillu z kiełbaskami


Marzy mi się wypad w góry, nad morze, albo gdziekolwiek... pragnę również polskiego grilla ze znajomymi na świeżym powietrzu, najlepiej na działeczce, ze smażonymi sojowymi kiełbaskami i z musztardą kielecką, a do tego obowiązkowo zimne piwko w ciepły dzionek, i nawet mógłby ten piękny dzionek przeciągnąć się do późnej nocy, a później głowa mogłaby mnie nawet boleć i wcale nie marudziłabym tym razem, że po co mi to było, tylko doceniłabym ten dzień wolny lub weekend od synka. 

W zamian przez chwilę nie czułabym odpowiedzialności, ani ciągłego czuwania, by nic mu się nie stało.  

Brakuje mi dnia wolnego i odpoczynku. Marzy mi się, aby podrzucić synka na weekend do babci, jak inne koleżanki mają, bo z zazdrością słucham, że mogły sobie odpocząć, gdzieś pojechać i wyjść wieczorem do ludzi. 
Pocieszcie mnie, że macie podobnie, bo to ciemna strona rodzicielstwa jest.  



Hej, jestem na instagramie@elunqa:)









czwartek, 23 marca 2017

ważNe SpoTkania i szare umundurowanie


Nie było mnie na blogu z powodu totalnego chłonięcia pięknych chwil z bliskimi.
Czas wtedy tak nieubłaganie gnał do przodu, a odległość i życie nie pozwala nam widzieć się częściej. Dlatego te spotkania, krótkie są tak intensywne i wartościowe przeżywane są na 100%.

Doba za krótka, by nacieszyć się sobą, a przy okazji nagadać za wszystkie czasy.
Rozmowy o wszystkim i o niczym, jak również dyskusje o polityce z podniesionym tonem, z założenia o słusznej jedynej naszej racji, co tylko podkręcają atmosferę, a gdy ciśnienie rośnie i robi się niezręcznie, to tylko przerwa na papierosa ratuje sytuację.

I tak to lubię, te spory, bo gdy emocje opadną, stabilizuje się sytuacja, przecież to tylko nasze poglądy, które ciągle się zmieniają.



Zalogowałam się na instagramie @elunqa dajcie znać, bo ja dopiero uczę się go obsługiwać:)











*doszły mnie słuchy, że Radiohead zawita do Polski i właśnie z tej okazji przeglądam bilety, może coś upoluję:)



poniedziałek, 20 marca 2017

wegetarianizm u dziecka




Ostatnio sporo osób zadaje mi pytanie, jaką dietę stosuję synkowi, wege czy z mięsem i dlatego postanowiłam podzielić się moją opinią na blogu.

Na początku ciąży myślałam, że moje dziecko absolutnie nie będzie jeść mięsa. Wymyśliłam sobie, że skoro jesteśmy tak daleko od domu, to tylko ja-matka, będę decydować czy moje dziecko, będzie wegetarianinem, czy mięsożercą.
Myślałam, że ta odległość to wielki plus, bo nie będę musiała "walczyć"z całą rodziną o to, w jaki sposób mam odżywiać dziecko.

Odkąd gotuję dla niego posiłki i zapoznajemy się z całą gamą smaków, uważam, że takie na siłę wprowadzanie diety wegetariańskiej dziecku nie ma sensu, a dlaczego?
dlatego, że za chwilę synek pójdzie do żłobka, przedszkola, a ja nie mam zamiaru donosić do stołówki obiadki w termosie, nie wyobrażam sobie, że moje dziecko miałoby jeść, jakieś inne jedzenie od tego, które wszystkie dzieci spożywają.
Wydaję mi się, że mógłby pojawić się problem wyalienowania, odrębności i czy w tej odmienności dzieci za bardzo by nie dokuczały.
Ponadto zdarza się, że babcia z dziadkiem przyjeżdżają do nas w odwiedziny, tak jak my jeździmy do nich, a ja nie mam już siły walczyć z nimi o zmianę ich nastawienia do wegetarianizmu, to ciągła walka z wiatrakami, tylko byśmy się kłócili i obrażali na siebie.

Postanowiłam, że niech zostanie "tak, jak jest".  Jestem pewna, że i tak będą dokarmiać go kotlecikami, pulpecikami  i innymi mięsnymi daniami, ale taka kolej rzeczy, dziadkowie będą uczyć go dań tych tradycyjnych, polskich, koniecznie z dodatkiem mięsa, a my rodzice będziemy zapoznawać go z kuchnią wegetariańską.

Poza tym, kiedyś w dawnej pracy  podczas wspólnych ognisk i zabaw na świeżym powietrzu, spotkałam dzieci wegetariańskie. Pamiętam bardzo dobrze te dzieciaki dlatego, że tylko one nie jadły smażonych kiełbasek.
Gdy zapytałam, dlaczego nie jedzą, odpowiedziały ze smutną miną, że są wegetarianami i nie mogą jeść mięsa.
Tak na prawdę, to szkoda mi się ich zrobiło i przecież sama nie jem od dawien dawna mięsa i doskonale rozumiem filozofię wegetarianizm, ale ta sytuacja wywołała u mnie negatywne uczucia.

Jeśli chodzi o nas, to wolałabym, aby synek sam dokonał wyboru czy chce jeść mięso, czy też nie. Nie chcę mu niczego narzucać, bo wiem że z reguły narzucone zasady działają odwrotnie.



*jak się macie i co słychać?